Wspomnienia pielgrzymkowe Jana Stasiaka
Wielu ludzi, pogłębiając wiarę, pielgrzymuje do miejsc świętych, do sanktuariów rozsianych po całym świecie. Dla nas, mieszkańców Opatówka, szczególnym miejscem jest Jasna Góra.Od niepamiętnych czasów pielgrzymowali tam nasi przodkowie niosąc na swoich barkach skromny bagaż, a w sercach wiarę, nadzieję i prośbę. Wracali z tego miejsca ukojeni i odrodzeni duchowo.
Od ośmiu lat, w Grupie Oliwkowej, znów na Jasną Górę wędrują opatówczanie. Przyświecają im te same cele i doświadczają podobnych przeżyć. Nie będę pisał o ich duchowych przeżyciach. Każdy doświadcza tego indywidualnie, każdy przeżywa inaczej udział we mszy świętej, inaczej wędrowanie. Jeden cieszy się, gdy świeci słońce, jeszcze inny, gdy pada deszcz. Każdy ma rację, dla każdego są to rekolekcje w drodze.
Przygotowanie pielgrzymki i później sama wędrówka zbliżają do siebie uczestników, a wśród wielu wyzwalają społecznikowskie pasje i chęć pomagania innym. Nasz Zbawiciel uczy nas, że prawdziwa wielkość człowieka polega na służbie drugiemu człowiekowi. Dlatego chciałbym wspomnieć o osobach, które nie wędrowały z nami pieszo, ale z radością oczekiwały nas w miejscach postoju i odpoczynku. Zasługują one na szczególne uznanie, bo dzięki nim mogliśmy tuż po przyjściu na miejsce posilić się, ugasić pragnienie i opatrzyć obolałe nogi.
Nie ma na świecie lepszej herbaty, lepszych kanapek, niż te, które robią Siostry: Lucyna Wojtaszkowa, Barbara Ciepluchowa, Bożena Kwiecińska i Jadwiga Woźniakowa. Rano wstawały pierwsze, by przygotować dla nas śniadanie, a wieczorem kładły się spać ostatnie. Duże uznanie należy się Braciom z grupy transportowej: Zdzisławowi Gabarskiemu, Józefowi Grzesiakowi, Pawłowi Zielińskiemu, Edmundowi Szramowskiemu i Edwardowi Hadasiowi, którzy po przewiezieniu i rozładunku naszych bagaży pomagali w przygotowaniu posiłków. My, posileni, wypoczęci ruszaliśmy dalej, a oni sprzątali po nas miejsce postoju.
Z wielkim szacunkiem będę zawsze wspominał Edka Hadasia, który dźwigał tony bagażu. Tegoroczna pielgrzymka była Jego ostatnią ziemską wędrówką. W Białej spaliśmy w jednym domu i w głowie mi się nie mieściło, że to ostatnie dni w Jego życiu. Był radosny i uśmiechnięty. Ja dopiero wstałem, a On już był gotowy do wykonywania swoich nielekkich czynności. To nie przypadek, że jego pogrzeb w Opatówku odbył się w święto Matki Boskiej Częstochowskiej. Ja byłem wówczas w Świętej Lipce - Częstochowie północy. Tam go wspominałem, tam modliłem się o Jego wieczny spoczynek. Edek, niech Ci opatówecka ziemia lekką będzie, a Twoja dusza niech wędruje po niebiańskich szlakach.
Nieocenioną pomocą służyli pielgrzymom doktor Elżbieta Kawalowa i jej syn - Sławek. Nie rejestrowali ilu ludziom przynosili ulgę. Opatrywali brudne, spocone nogi i bolesne otarcia, mierzyli ciśnienie. Byli zawsze tam, gdzie potrzebowano ich pomocy.
Wielkie słowa uznania należą się także naszej łączniczce - Iwonie Walczak i jej mężowi Zdzisławowi. Codziennie przejeżdżali setki kilometrów dowożąc świeże pieczywo, wędliny, ogórki, smalec i inne produkty żywnościowe. Nic się nie zmarnowało.
Już teraz myślimy o następnej wędrówce na Jasną Górę. Dlatego mam do Was Kochani serdeczną prośbę: nie zapominajcie o nas, pielgrzymach w przyszłym roku. Spotkajmy się znowu 9 sierpnia 2010 r. Może nasze bagaże będą lżejsze, nasze nogi bardziej odporne i na pewno z radością będziemy wchodzić wszyscy razem na Jasną Górę, gdzie czekać będzie na nas Ta z wiersza Jana Lechonia:
"...przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy."